Kino i literatura – dwie bliskie sobie dziedziny

Kino i literatura to dziedziny sztuki, które są ze sobą mocno związane. Pierwsza zależność, która od razu się nasuwa, to adaptacje filmowe dzieł sztuki. Dziś praktycznie cały klasyczny kanon literatury polskiej i światowej został sfilmowany. Kino karmi się zatem literaturą, ale efekty są różne. Trylogia Jerzego Hofmanna zasługuje na uznanie, ale już „Bitwa warszawska” nie spodobała się krytykom. Nieudanych adaptacji jest mnóstwo i nie sposób ich wymienić. Co ciekawe, nawet wybitni reżyserzy, na przykład Andrzej Wajda mieli na tym gruncie wpadki. Istotne dla związku literatury i kina jest to, że obie dziedziny karmią się tą samą atmosferą społeczną, polityczną i obyczajową. Zmiany na tym gruncie są widoczne zarówno w filmie jak i w literaturze. I kino, i literatura po 1945 podjęły aktualną tematykę wojenną. Nowa Fola to nurt, który dotyczy obu dziedzin i pojawia się mniej więcej w tym samym czasie, choć różni się środkami wyrazu. Łamanie reguł logiki i zastępowani ich strumieniem świadomości charakteryzuje zarówno kino, jak i powieści w drugiej połowie XX wieku. Okazuje się zatem, że obie dziedziny mają prowokacyjne podejście do zastanych technik tworzenia i próbują je podważyć, a na ich miejsce stworzyć nowe. Generalnie, można powiedzieć, że kino od początku jest mocno związane z literaturą i jest to związek nie do rozerwania.

Polskie kino po 1989 roku

Cechą charakterystyczną najnowszego kina, nie tylko polskiego, jest masowość produkcji. Koszt nakręcenia filmu jest dużo niższy niż sto lat temu. Nic zatem dziwnego, że powstaje mnóstwo filmów i trudno teraz znaleźć wśród nich perełkę, prawdzie dzieło sztuki. Ostatnio szczególnie gardzi się najnowszym kinem polskim. Mówi się, że jest ono na bardzo niskim, wręcz żenującym poziomie. Ma się tu głownie na myśli komedie i filmy romantyczne, które bazują na stereotypach. Jednak te niewypały nie mogą deprecjonować całego kina polskiego. Powstają też wartościowe filmy. Jako przykład można podać produkcje wyreżyserowane przez Marka Koterskiego, który szerszej publiczności dał się poznać głośnym i prowokacyjnym obyczajowo filmem „Porno”. Młodszym widzom znany jest jako twórca „Dnia świra”, a ostatnią jego produkcją jest „Babą są jakieś inne”. Kino to będące wnikliwą analizą sytuacji polskiego inteligenta – nieudacznika jest wybitnym studium psychologicznym, co korzystnie wyróżnia się wśród produkcji opartych na efektach specjalnych. Wśród współczesnych reżyserów wyróżnia się także Wojciech Smarzowski, który zasłynął tragikomedią „Wesele”, a jego nowszy film „Róża’ o tematyce wojennej był wielokrotnie nagradzany. Dobrym reżyserem jest również Jan Jakub Kolski i Ksawery Żuławski. Ten ostatni w udany sposób wyreżyserował powieść Masłowskiej „Wojna polsko-ruska”.

Powojenne formacje w kinie polskim

Współczesne kino polskie jest pogardzane przez widzów. Mówi się, że jest banalne, wulgarne i mało interesujące. Reprezentują je głównie niskobudżetowe komedie z kiepską obsadą. Jednak co do historii polskiego kina, to większość filmoznawców jest zdania, że mieliśmy arcydzieła. Ważną formacją jest tak zwana Polska Szkoła Filmowa, która istniała w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku. Jej celem był rozrachunek z latami wojennymi. Do tej formacji należy mistrz Andrzej Wajda z swoim nieśmiertelnym filmem „Kanał”, który bez patosu podejmuję tematykę powstania warszawskiego. Odpowiedzią na ten film jest „Eroica” Andrzeja Munka, który gloryfikuje bohaterstwo podczas powstania warszawskiego. Do Polskiej Szkoły Filmowej należą również Jerzy Kawalerowicz, Kazimierz Kutz i Wojciech Jerzy Has. Drugą ważną formacją filmową w Polsce było Kino Moralnego Niepokoju. Jej cechą charakterystyczną było sprzeciwianie się władzom komunistycznym. Bohaterem był wrażliwy inteligent, który przegrywał z brutalną rzeczywistością i albo stawał się taki jak wszyscy, albo został wykluczony ze społeczeństwa. Na czele tego nurtu stoją: Andrzej Wajda i Krzysztof Zanussi. Należy tu również Agnieszka Holland i Krzysztof Kieślowski. O trudnych sprawach nie mówili wprost, tylko za pomocą czytelnych w środowisku inteligenckim komunikatów.

Przemiany obyczajowe i kino

W latach sześćdziesiątych XX wieku w Sanach Zjednoczonych zaszły gwałtowne zmiany obyczajowe, które znacząco wpłynęły na kulturę. Ślady tych zmian pojawią się nie zarówno w literaturze, jak i w kinie. Jeśli chodzi o kino, to rysem charakterystycznym kina tamtego okresu było łamanie norm zawartych w Kodeksie Haysa. W tych czasach zasłynęły tak znane osobistości jak Stanley Kubrick i Alfred Hitchcock. Ten drugi znany jako reżyser „Psychozy” i „Ptaków” nie waha wprowadzić się drastycznych scen, które przeczą Kodeksowi Haysa. Pokazano również walkę tradycjonalizmu sprzed lat z nowoczesnością obyczajowością. Zmiany obyczajowe wpłynęły również na kino francuskie. Pod koniec lat pięćdziesiątych postał nurt zwany Nową Falą. Zapoczątkował go film „I Bóg stworzył kobietę” z 1956 roku. To właśnie tam pojawiała się Brigitte Bardot, która odsłoniła przed widzami swoje nagie ciało. To było znakiem zmieniającej się obyczajowości i od tej chwili nagie akty coraz częściej pojawiają się w filmach. Za kultowy film francuskiej Nowej Fali uchodzi „Hiroszima, moja miłość” Alaina Resnaisa. Wykorzystuje on nowatorską technikę strumienia świadomości, czyli brak logicznego powiązania wydarzeń. Co więcej, jest to film dość kontrowersyjny, bo uważano że w sposób negatywny ukazuje francuską żonę. Głównym rysem kina tej formacji było zatem swoboda tworzenia i brak jakichkolwiek norm i zakazów.

Kodeks Haysa jako relikt przeszłości kina

Dzisiaj, kiedy filmy ociekają seksem i brutalnością i pełno w nich niesmacznych scen, nie ma mowy o przekraczaniu granic dobrego smaku. Jednak kiedy kino stawiało swoje pierwsze kroki, było dokładnie określone czego nie wolno było pokazywać w filmach. Opracowanie tego, co jest dopuszczalne w filmach powierzono amerykańskiemu politykowi Williamowi Haysowi. To, co było wtedy zakazane, dziś wydaje się śmieszne. Nie wolno było pokazywać żadnych scen łóżkowych, nawet tych delikatnych. Zakazane były również namiętne pocałunki. Kodeks Haysa ma swe ślady w Polsce, na przykład w filmie Granica z 1938 roku, gdzie w ukazaniu historii romansu nie pokazuje się w ogólne pocałunków między kochankami, bowiem uznawano je za gorszące. W „Granicy” z 1977 roku, gdzie już kodeks obyczajowy nie był tak surowy pokazywano śmiałe sceny erotyczne. Hays zabraniał również używania wulgaryzmów, co dziś, szczególnie w kinie polskim, gdzie roi się od przekleństw, jest śmieszne. Jednak, kiedy produkowano „Przeminęło z wiatrem”, gdzie słówko „damn”, czyli „cholera” uchodziło za wulgarne i aby mogło pojawić się w filmie, producent musiał zapłacić Haysowi pięć tysięcy dolarów. Natomiast widzowie byli tak oburzeni, że po usłyszeniu tej kwestii opuścili salę. Kodeks zabraniał też pokazywaniu picia alkoholu, homoseksualizmu i ośmieszania religii.

Początki filmu w kolorze

Marzenie, aby stworzyć film w kolorze towarzyszył wynalazcom już od początku historii kina. Jednak historia kina kolorowego jest dość długa i skomplikowana. Ostatnio dokonano bowiem odkrycia, które znacząco zmieniło historię kina i zmusiło twórców encyklopedii do naniesienia poprawek. Otóż dość długo uważano, że pierwszy kolory film zawdzięcza się George’owi Smithowi i Charlesowi Urbanowi, którzy w 1906 roku stworzyli pierwsze tego typu dzieło. Jednak w National Media Musem w Bradford, czyli w Anglii odkryto kolorowy film Edwarda Raymonda Turnera, który pochodzi z 1902 roku. Trwa niecałe pół minuty i przedstawia bawiące się dzieci. Jest to film niemy. Zatem teraz, jeśli zapyta się ktoś o początek kina w kolorze, trzeba podać rok 1902, a nie jak 1906. Z czasem ulepszono technikę koloru i zaczęto stosować technikolor. Polegała ona na naświetlaniu trzech czarno-białych negatywów specjalnymi kolorowymi filtrami, co dało o wiele lepszą jakość niż przy wcześniejszych sposobach tworzenia koloru. Za pomocą technikoloru tworzono musicale, na przykład „Mężczyźni wolą blondynki”, w którym występowała Marilyn Monroe. Jednak prawdziwymi arcydziełami w tej technice są filmy Victora Fleminga, a szczególnie „Przeminęło z wiatrem” – film z 1939 roku, który okazało się bardzo dużym sukcesem finansowym. Pierwszym polskim pełnometrażowym w kolorze jest „Przygoda na Mariensztacie”.

Film dźwiękowy jako przełom w historii kina

Na początku lat dwudziestych XX wieku udało się zapisać na taśmie dźwięk. Ten wynalazek sprawił, że zaczęto produkować filmy dźwiękowe. Za pierwszy film dźwiękowy uchodzi „Śpiewak jazzbandu”, który został wyprodukowany w 1927 roku przez Alana Corslanda. Cechą tego filmu było włącznie wstawek muzycznych, tym razem zgodnych z obrazem i grą aktorską. Wszystko to razem tworzyło harmonizującą całość, a nie jak wcześniej dysharmonię. Początkowo tekst mówiony przez aktorów miał być ukazywany na tablicy, jednak zdecydowano się w końcu na to, aby wypowiedzieć na ekranie kilka kwestii, co przyczyniło się do sukcesu tego filmu. Ruchomy obraz połączony jeszcze ze słowem mówionym był spektakularnym wydarzeniem. Jednak nie wszystkim to się podobało. Znany z kina niemego Charles Chaplin nie przepadał za nową technologią tworzenia filmu i niechętnie występował w filmach dźwiękowych. W historii kina dźwiękowego zapisał się francuski reżyser Rene Clair. Jego najsłynniejszym filmem jest stworzony na początku lat trzydziestych „Milion”, który opowiada o bohaterze goniącym za marynarką, w której schowany jest los na loterię. To, czym wyróżnia się ten film, to wzorowe zharmonizowanie ruchu z muzyką. Muzyka stała się zatem nieodzownym elementem filmu aż do dziś. Z czasem likwidowano tablice z kwestiami wypowiadanymi przez aktorów i wprowadzony pełny dialog do filmu.

Kino nieme i jego dzieje

Młodym ludziom, przyzwyczajonym do oglądania filmów w bardzo wysokiej jakości, trudno sobie wyobrazić, że pierwsze filmy nie dość że były krótkie, to jeszcze nie miały żadnego dźwięku, były po prostu nieme. Cała akcja skupiła się na umiejętnej grze aktorskiej. Jednak trzeba mieć świadomość, że ówczesna elita intelektualna pogardzała kinem, uważające je za rozrywkę dla prostego ludu. Granie zatem w filmach też nie było żadnym prestiżem, a raczej powodem do wstydu. Próbowano wprowadzić dźwięk w filmy, ale robiono to w dość sztuczny sposób. Otóż zapraszano orkiestrę, która jednak stała tyłem do gry aktorskiej. Muzycy nie widzieli co akurat jest pokazywane i grali niestosowanie do sytuacji. Na przykład w smutnych okolicznościach pojawiała się skoczna, wesoła muzyka. Jednak mimo tych, zdawałoby się prymitywnych środków, i tak był duży postęp. Na początku w XX wieku, w erze kina niemego zaczęto tworzyć pierwsze filmy posiadające fabułę, czyli nie rejestrujące jakiegoś momentu, jak to było w pierwszych produkcjach braci Lumiere, ale opowiadające jakąś historię. Tego typu filmem jest „Podróż na księżyc” Georgesa Meliesa oraz „Napad na ekspres” – western Edwina S. Portera. Oba powstały na początku dwudziestego wieku i podłożyły podwalinę pod potężną dziedzinę sztuki tego stulecia, jaką jest kino.

Bracia Lumiere, Polska i kino

Początki kina większości ludzi kojarzą się z braćmi Lumiere z Francji. Jednak trzeba mieć świadomość, że już dużo wcześniej tworzono pierwsze, prymitywne kinematografy i co ciekawe, dużą rolę odegrała tu Polska. Chociaż skonstruowanie pierwszego kinetoskopu przypisuje się Thomasowi Edisonowi, to jednak prototyp tego urządzenia był stworzony już kilka lat wcześniej przez Ottona Anschutza – Niemca urodzonego na terenie Polski, a niektórzy nawet przypisują go samemu Polakowi – Kazimierzowi Jurkowskiemu. Jednak tempo rozwoju kina ruszyło dopiero wtedy, gdy bracia Lumiere stworzyli pierwszy kinematograf i 28 grudnia 1895 roku zaprosili do Paryża na pierwszą projekcję filmu. To, co pokazano było niczym wobec współczesnych produkcji, jednak wtedy było czymś niebywałym. Zobaczenie obrazu ruchomego uważano za cud, dlatego pokaz braci Lumiere przyciągał tłumu. Pierwszym ruchomym obrazem, który pokazano, to było wyjście robotników jednej z lyońskich fabryk, a pokaz trwał około dwóch minut. Później pokazano inne, na przykład wjazd pociągu na stację. Jak się okazuje te pierwsze filmy nie miały żadnej historii, ani fabuły, ale bardzo się podobały. Dziś pokazuje się je jako element historii kina na zajęciach z filmu. Natomiast braci Lumiere zostali pierwszymi reżyserami, operatorami i scenarzystami.

Różne znaczenie słowa kino

Kino to słowo, które w zależności od kontekstu wypowiedzi ma różne znaczenia. Najczęściej mówiąc kino, mamy na myśl budynek, w którym wyświetla się najnowsze produkcje filmowe. To tam zbiera się grupa ludzi, która po uprzednim kupieniu biletu ogląda na dużym ekranie ulubiony film, coraz częściej w najnowszych technologiach. Kino odnosi się również do całej dziedziny wiedzy związanej z filmem. Dziedzina ta, kiedyś pogardzana przez intelektualistów, dziś jest dziełem sztuki. Filmoznawcy badają środki wyrazu, techniki, grę aktorską, scenariusz i wiele innych elementów filmu. Następnie tworzą teorie, które z kolei poznają następcy, czyli studenci. To filmowcom zawdzięczamy również diagnozę współczesnego kina, zarówno polskiego jak i światowego. Osobę, która kocha film, ale nie jest fachowcem w tej dziedzinie, nazywa się kinomanikiem. Jej cechą charakterystyczną jest regularne chodzenie do kina na najnowsze produkcje, zarówno krajowe jak i zagraniczne. Oprócz tego ciągle ogląda coś w domu, bo musi posiadać wszechstronną wiedzę na temat całego kina, a nie tylko nowości. Generalnie, można powiedzieć, że zna się na filmie. Czasem kino oznacza śmieszne i jednocześnie gorszące wydarzenie, które jest jednej osoby lub grupy. Na przykład striptiz wykonywany na ulicy przez upitą kobietę nazwano by w mowie potocznej kinem.